My home
Troszkę mniej mnie ostatnio w blogosferze. Powodów jest dużo, ważnych i mniej ważnych. O tym najważniejszym chcę Wam dzisiaj opowiedzieć, żebyście ....... trzymali kciuki za Happy End.
Początek historii to ....
SMUTEK
W marciu pożegnaliśmy pieska, który był z nami przez 14 lat. Znajdka, która sama wybrała nas na swoją rodzinę. Walczyliśmy z chorobą psinki przez 8 miesięcy. To długo ... pierwsza diagnoza mówiła .... "macie kilka dni".
Potem pojawiła się w naszych głowach myśl ..... "Może byśmy dali dom kolejnej psinie". I, chociaż ciągle w naszych serduchach był żal, zapadła ....
DECYZJA
Jeżeli ma z nami zamieszkać kolejny piesek, to musi to być również taki biedak, jak ten poprzedni. Pojechaliśmy do schroniska i poprosiliśmy pracowników, aby pokazali nam największego biedaka, jakiego mają. Takiego, który raczej ma małe szanse na adopcję. I pokazali nam .... czarnego, jamnikowatego kundelka, który od stycznia u nich zamieszkał i .... od stycznia praktycznie nie wychodził z najciemniejszego kąta boksu. Oczywiście od razu z M zdecydowaliśmy "Zabieramy właśnie tego". Całą drogę trząsł się jak galareta. Po przyjeździe do domu schował się po stołem w garażu. Powolutku, żeby go nie stresować dodatkowo, daliśmy mu jeść, pić, jakiś kocyk i ...... po trzech godzinach zaczął się rozglądać. SUPER! Znalazł budę na ranczu poprzedniego pieska i zasnął. Rano ...
SZOK!
Uciekł, chociaż teren dobrze ogrodzony i zabezpieczony. Nie przewidzieliśmy jego kreatywności. Żal i złość na samych siebie :( Co teraz będzie? W schronisku miał przynajmniej suchy boks i pełną miskę. A teraz? Pewnie skończy gdzieś w rowie. Rozpoczęliśmy akcję ...
POSZUKIWANIA
Ogłoszenia, telefony do straży miejskiej, przychodni weterynaryjnych i znajomych. Odzew nas zaskoczył. Myśleliśmy, że raczej niewiele osób zainteresuje się losem psiaka ze schroniska, a tu ... mieliśmy po kilka telefonów dziennie. Ale, chociaż namierzaliśmy psiaka z pomocą dobrych ludzi, to nie dał się złapać, ani nam, ani innym.
Po tygodniu zabawy w "kotka i myszkę", coraz częściej w naszych głowach pojawiała się myśl "trzeba odpuścić". Po ośmiu dniach zapaliło się jednak światełko w tunelu. Pomogła ... matka natura, a tak w szczególe ... to maleńka sunia, która usidliła naszego uciekiniera przy płocie jednej z posesji. Już nie krążył po okolicy, tylko koczował w jednym miejscu. Konsultacje z zaprzyjaźnionym weterynarzem "Jak złapać pieska?", opracowanie planu działania przy udziale wspaniałych właścicieli suczki i .....
UDAŁO SIĘ!
Dał się podejść. Od wczorajszego wieczora jest u nas. Przezornie już nie w ogródku, ale w domu. Jeszcze wczoraj przedstawiał sobą obraz "biedy z nędzą". Dzisiaj rano ..... Zresztą sami zobaczcie ..... Przedstawiam Wam Fusika :)
W schronisku wyglądał tak.... Jest różnica, prawda?
Mam nadzieję, że zostanie z nami już na zawsze :)
Poszukiwania psiaka - biedaka to w ostatnim czasie nie jedyne moje zajęcie. Zupełnie przypadkiem (bo nie było tego w planach na ten rok), zapadła decyzja o ... tak, tak ... remoncie łazienki gościnnej. Już dawno chciałam ją odnowić, ponieważ było to jedyne pomieszczenie z poprzedniej "epoki", czyli czasów, kiedy w naszym domu królowały klimaty sielskie - anielskie. Zawsze były jednak ważniejsze wydatki. W końcu się udało :)
Na razie jest ... wiadomo ... Sama jestem ciekawa, jak wyjdzie.
A na koniec mam dla Was zaproszenie. Zajrzyjcie koniecznie do mnie w weekend. Będę mieć dla Was wspaniałą niespodziankę. Akurat na majówkę :)))))
Uściski!!!
Ps. obiecuję, że wszystkie zaległości blogowe nadrobię!!!