Pokazywanie postów oznaczonych etykietą VH Life. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą VH Life. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 23 lutego 2016

Weekend w velour..owym domku

My home




Obiecałam ostatnio przepis na zupę rybną, która od jakiegoś czasu dosyć często gości na naszym stole? W ostatni weekend chłopcy znów ją sobie zażyczyli, więc ... narobię Wam dzisiaj apetytu na coś pysznego ...

Będzie zatem o zupie rybnej przepisu z velour..owego domku i nie tylko ...

czwartek, 31 grudnia 2015

Goodbye AD'2015. Hello AD'2016

My  home 




Nieuchronnie zbliża się TEN CZAS, kiedy stary rok 2015 odejdzie i przyjdzie nowy 2016. A to najlepszy moment na zatrzymanie się w półkroku i postawienie sobie pytań: 

Jak było?

Jak będzie?


środa, 12 sierpnia 2015

Chodzi za mną ...

VH Life







PINK

w bardzo jasnym, wręcz spranym odcieniu.

Ps. dzisiaj na VH mała odskocznia od tematów wnętrzarskich. Muszę troszkę okrzepnąć w zmianach, jakie w ostatnim czasie przeszły przez nasz domek ;)


poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Gdzie jestem, kiedy ...

My home


... mnie nie ma. TUTAJ.


Czas wakacyjny to dla VH trudny okres. Wpisy pojawiają się rzadko i nieregularnie. 

Przyczyny - jak to w życiu. Urlop, potem natłok własnych spraw zawodowych, do tego dochodzi konieczność zastępowania innych, którzy akurat "się urlopują", sprawy domowe i moje prywatne (zumba trzy razy w tygodniu <3) ... no i nie ma kiedy usiąść do komputera ;(

Ale to nie oznacza, że mnie nie ma.  Jestem! Co prawda raczej w migawkach, ale ... jednak. 

Najwięcej na INSTAGRAM, troszkę mniej na FB. Tam również Was zapraszam. 


poniedziałek, 16 lutego 2015

Ostatnia sobota

VH Life




Dzisiaj nietypowo. Ciągle tylko o dekorowaniu i dekorowaniu, więc pomyślałam sobie, że pokażę Wam dzisiaj kawałek naszego życia w welurowym domku. 








Ostatnia sobota ...





wtorek, 8 kwietnia 2014

Historia z Happy End -em

My home


Troszkę mniej mnie ostatnio w blogosferze. Powodów jest dużo, ważnych i mniej ważnych. O tym najważniejszym chcę Wam dzisiaj opowiedzieć, żebyście ....... trzymali kciuki za Happy End.

Początek historii to .... 

SMUTEK

W marciu pożegnaliśmy pieska, który był z nami przez 14 lat. Znajdka, która sama wybrała nas na swoją rodzinę. Walczyliśmy z chorobą psinki przez 8 miesięcy. To długo ... pierwsza diagnoza mówiła .... "macie kilka dni".

Potem pojawiła się w naszych głowach myśl ..... "Może byśmy dali dom kolejnej psinie". I, chociaż ciągle w naszych serduchach był żal, zapadła .... 

DECYZJA

Jeżeli ma z nami zamieszkać kolejny piesek, to musi to być również taki biedak, jak ten poprzedni. Pojechaliśmy do schroniska i poprosiliśmy pracowników, aby pokazali nam największego biedaka, jakiego mają. Takiego, który raczej ma małe szanse na adopcję. I pokazali nam .... czarnego, jamnikowatego kundelka, który od stycznia u nich zamieszkał i .... od stycznia praktycznie nie wychodził z najciemniejszego kąta boksu. Oczywiście od razu z M zdecydowaliśmy "Zabieramy właśnie tego". Całą drogę trząsł się jak galareta. Po przyjeździe do domu schował się po stołem w garażu. Powolutku, żeby go nie stresować dodatkowo, daliśmy mu jeść, pić, jakiś kocyk i ...... po trzech godzinach zaczął się rozglądać. SUPER! Znalazł budę na ranczu poprzedniego pieska i zasnął. Rano ... 

SZOK! 

Uciekł, chociaż teren dobrze ogrodzony i zabezpieczony. Nie przewidzieliśmy jego kreatywności.  Żal i złość na samych siebie :(  Co teraz będzie? W schronisku miał przynajmniej suchy boks i pełną miskę. A teraz? Pewnie skończy gdzieś w rowie. Rozpoczęliśmy akcję ...

POSZUKIWANIA

Ogłoszenia, telefony do straży miejskiej, przychodni weterynaryjnych i znajomych. Odzew nas zaskoczył. Myśleliśmy, że raczej niewiele osób zainteresuje się losem psiaka ze schroniska, a tu ... mieliśmy po kilka telefonów dziennie. Ale, chociaż namierzaliśmy psiaka z pomocą dobrych ludzi, to nie dał się złapać, ani nam, ani innym.  

Po tygodniu zabawy w "kotka i myszkę", coraz częściej w naszych głowach pojawiała się myśl "trzeba odpuścić". Po ośmiu dniach zapaliło się jednak światełko w tunelu. Pomogła ... matka natura, a tak w szczególe ... to maleńka sunia, która usidliła naszego uciekiniera przy płocie jednej z posesji. Już nie krążył po okolicy, tylko koczował w jednym miejscu. Konsultacje z zaprzyjaźnionym weterynarzem "Jak złapać pieska?", opracowanie planu działania przy udziale wspaniałych właścicieli suczki i .....

UDAŁO SIĘ!

Dał się podejść. Od wczorajszego wieczora jest u nas. Przezornie już nie w ogródku, ale w domu. Jeszcze wczoraj przedstawiał sobą obraz "biedy z nędzą". Dzisiaj rano ..... Zresztą sami zobaczcie ..... Przedstawiam Wam Fusika :) 



W schronisku wyglądał tak.... Jest różnica, prawda?



Mam nadzieję, że zostanie z nami już na zawsze :)

Poszukiwania psiaka - biedaka to w ostatnim czasie nie jedyne moje zajęcie. Zupełnie przypadkiem (bo nie było tego w planach na ten rok), zapadła decyzja o ... tak, tak ... remoncie łazienki gościnnej. Już dawno chciałam ją odnowić, ponieważ było to jedyne pomieszczenie z poprzedniej "epoki", czyli czasów, kiedy w naszym domu królowały klimaty sielskie - anielskie. Zawsze były jednak ważniejsze wydatki. W końcu się udało :)

Na razie jest ... wiadomo ... Sama jestem ciekawa, jak wyjdzie. 





A na koniec mam dla Was zaproszenie. Zajrzyjcie koniecznie do mnie w weekend. Będę mieć dla Was wspaniałą niespodziankę. Akurat na majówkę :))))) 

Uściski!!!

Ps. obiecuję, że wszystkie zaległości blogowe nadrobię!!!

czwartek, 12 września 2013

Zupa ogórkowa

My kitchen


Dzisiaj będzie mała dygresja na blogu. Nie będzie bowiem ani o wnętrzach, ani o aranżacjach, ani o ... stylizacjach, zakupach, marzeniach i inspiracjach, tylko o .... gotowaniu :)

Kuchnia jest u nas eksploatowana codziennie i chciałam się z Wam podzielić również moimi smakami. 

Na początek zupa ogórkowa. 

Wydawać by się mogło, że to zupa banalna, taka na zwykłe dni tygodnia. U nas gości jednak jako zupa specjalna na weekendy.  Dlaczego? Powody są dwa. Po pierwsze - w tygodniu wracam tak późno do domu, że mam czas (i siłę) na gotowanie ok. 30 minutowe, zatem w dni robocze smakujemy tzw. szybkie dania (oczywiście swoje, żadne "gotowce"). Po drugie - uwielbiamy zupy i gotuję je "z sercem", a to niestety wymaga trochę czasu i nakładu pracy.

 Niby każdy gotuje ogórkową bardzo podobnie, a u każdego smakuje inaczej. Czasem zupełnie inaczej. Jak smakuje nasza ogórkowa? 

Zapraszam do swojej kuchni :)

Przygotowanie:
  1. dwie ćwiartki z KURY na garnek dosyć duży (jaki duży to garnek - widać na zdjęciu);
  2. zestaw warzyw: ziemniaki, marchew, pietruszka, seler (ja wolę NATKĘ selera niż korzeń), CEBULA
  3. ogórki kiszone (mam to szczęście, że mam swoje z dużą ilością czosnku i chrzanu);
  4. PRZYPRAWY:  liść laurowy, ziele angielskie, kostki rosołowe, pieprz, ODROBINA vegety + DUŻA ILOŚĆ ZIÓŁ najróżniejszych - najczęściej tymianek, oregano, czosnek, lubczyk, koperek;
  5. śmietana 18%; 
  6. kawałek MASŁA;
  7. NIE DODAJĘ MĄKI.
Gotowanie:
  1. najpierw gotuję wywar z mięsa, potem dodaję warzywa: ziemniaki, marchew, pietruszkę, seler oraz przyprawy: liść laurowy, ziele angielskie, kostki rosołowe, pieprz i zioła. Gotuję pod lekko uchyloną pokrywką tak, aby TYLKO PYKAŁO;
  2. na patelni podsmażam na ZŁOTO cebulę; jak jest gotowa dodaję starte na GRUBYCH oczkach ogórki i spory kawałek masła; podduszam powoli pod przykryciem. 
  3. ogórki i warzywa muszą być miękkie, ale ROZGOTOWANE;
  4. jak obie części są gotowe, dodaję ogórki do wywaru i gotuję znów pod lekko uchyloną pokrywką i tak, aby tylko pykało jeszcze przez ok. 30 minut. 
  5. wyciągam z zupy ćwiartki z kury; wybieram fajniejsze, większe kawałki mięska i wrzucam do zupy;
  6. na koniec doprawiam śmietaną.
  7. na talerzach doprawiamy koperkiem. 

Na "żywo" wygląda to tak (fotorelacja z ostatniej soboty):

 tego robić nie lubię 


 a to robić lubię (bo podjadam)



garnek jest takiej wielkości



zestaw przypraw; jak mam, to daję zioła świeże (po urlopie nie mam, uschły mi)



tak sobie zupka powoli pyka



podsmażam ogóreczki



i wrzucam do garnka



dodaję śmietanę


i koniec. Tak wygada to w garnku


a tak na talerzu 


a tak na stole :) 

Na poniedziałek niestety nie zostało już nic :(




A Wy jak gotujecie ogórkową? Może bym coś w swoim przepisie zmodyfikowała?


Pozdrawiam Was cieplutko i znów przypominam o trwającym CANDY na VELOUR HOME


poniedziałek, 29 lipca 2013

VENEZIA. Dla ciała i duszyczki, mojej wnętrzarskiej :)

My style

Pytanie z „Pamiętnika blogowiczki wnętrzarskiej”:

Czy wykorzystujecie do dekoracji wnętrza trochę nietypowe elementy? Na przykład ubrania?

Ja TAK!!!

Jak kupię sobie coś, co mi pasuje kolorem, stylem, fakturą, tkaniną ….. itd. do aktualnej aranżacji, to niby przypadkiem  pozostawiam to na widoku. Trochę to dziwne zachowania, ale ja tak mam :). 
Moi domownicy się do tego przyzwyczaili, znaczy przypadłość niegroźna dla otoczenia.

Więc na co dzień na krzesełku, niby przypadkiem, wisi sobie sweter, idealnie pasujący do obicia krzesełka. 
Z kolei na Święta Bożego Narodzenia od wielu lat stałym elementem dekoracji w mojej sypialni jest cudowna długa suknia w kolorze czerwieni malinowej. Wisi sobie w tym czasie na drzwiach garderoby i cieszy oko taką prawdziwą świąteczną czerwienią; normalnie jest schowana w szafie.

Ostatnio takim elementem stały się śliczne kozaczki VENEZIA, które sobie kupiłam na wyprzedaży (50% ceny :)))

Kozaczki pochodzą z letniej kolekcji, ale są tak „skonstruowane”, że do późnej jesieni będę w nich biegać. Są dokładnie w takim fasonie, który uwielbiam – obcas, kolor!!!, długość cholewki – dla mnie idealne.

Stoją sobie pod moim biureczkiem w sypialni. Pasują do całości, prawda?



 


A Wy coś upolowałyście na wyprzedażach? 

Pozdrawiam Was cieplutko


czwartek, 4 lipca 2013

ICON eye wear- POLECAM :)

My style

W końcu znalazłam dla siebie okulary słoneczne!!!

ICON eye wear – marka okularów z Australii, jeszcze niezbyt popularna w Polsce. Bardzo przyzwoita jakość za rozsądną cenę. 


Mają u siebie w ofercie sporo modeli. Ja (o dziwo!) wybrałam dla siebie model nawiązujący do Ray-Ban w oprawce biało-złotej!!!???


Trochę mnie samą zaskoczył ten wybór, bo w życiu nie przypuszczałam, że właśnie w takim modelu będę dobrze wyglądać. Zawsze wybierałam fasony raczej klasyczne, ciemne (na ogół czarne). I …. zawsze czułam się jak „ciotka-klotka” (ciociu droga nie obraź się:)).

Teraz jestem SUPER zadowolona. Fason i kolor (mam ciemne włosy) okazały się rewelacyjne. Chodzę w nich nawet jak jest dosyć pochmurno (jak jest bardzo pochmurno – zresztą też, ale wtedy robią za opaskę na włosy).



O ICON z ich strony firmowej:

"Australia – kraina kangurów, BBQ i wiecznie młodych surferów. Przez stulecia pozostawała tajemniczym lądem odciętym od wpływów Europy i Ameryki.


Wszystko zmieniło się po II wojnie światowej. Ze względu na bogactwa naturalne, przyjazny klimat i otwartych mieszkańców Australia  stanowiła ziemię obiecaną dla emigrantów z całego świata. Tutaj każdy zaczynał z pustą kartą oddając się uciechom życia na wybrzeżu. Australia stała się oazą surferów, nurków i podróżników, co sprzyjało dynamicznemu wzrostowi liczby manufaktur sprzętu sportowego. Kultura europejska i hollywoodzkie produkcje miały wyraźny wpływ na trendy panujące w modzie i kulturze, ale Australijczycy stojąc na  straży swojej odrębności tworzyli własne marki i linie produktów.


W ten sposób powstał brand ICON. Designerzy inspirowani kulturą pięknych i młodych przybywających do Australii ze wszystkich zakątków świata, stworzyli wąską kolekcję okularów słonecznych opartych na aktualnych trendach.  Poza ponadczasowym designem ikon świata mody, kultury oraz sportu producenci ICON postawili na najwyższą jakość. Każda oprawa była poddawana ręcznej kontroli, a ze względu na ostre słońce i upalny klimat, soczewki w każdym modelu posiadały powłokę polaryzacyjną zapewniającą ochronę przed szkodliwym promieniowaniem nawet w ekstremalnych warunkach, podczas uprawiania sportów czy prowadzenia pojazdów.”


 No to już mogę jechać na wakacje!



Ślicznie dziękuję za wizytę i … komentarze



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...