środa, 24 lipca 2013

M mówi, że mi się nudzi ...

My home


i że pewnie nie mam nic pożytecznego do roboty. Więc, zamiast zajmować się głupotami, powinnam lepiej iść na podwórko i trochę poodgarniać …. śnieg ;))))))

A zaczęło się od wandali w naszym domu, którzy ukradli mojemu M figurkę. I to nie byle jaką figurkę, tylko czarnego atletę z Kare Design.

Figurkę wylicytowałam na Allegro za całe 30 zł! W domu przymierzałam ją w różnych miejscach. Zdecydowałam, że najlepiej wygląda w pokoju M.

M, jak ją po raz pierwszy zobaczył, stwierdził, że cudaki do domu znoszę, ale …jak już nie mam gdzie postawić tego cudaka, to ostatecznie może u niego zostać (łaskawca :))

Ostatnio, przy okazji zmian w salonie (pokazywałam je we wcześniejszym poście) potrzebowałam jakiś czarny dekor na kominek. Po rozejrzeniu się po domku uznałam, że ten czarny atleta będzie w sam raz. Przykucnął sobie zatem biedaczysko na kominku.

Po ok. trzech dniach (co za spostrzegawczość!), M przyszedł do mnie do kuchni i powiedział, że w naszym domu grasują wandale! Na moje ????? stwierdził, że ktoś ukradł z jego pokoju figurkę. Trudno. Przyznałam się do aktu wandalizmu i zwróciłam M figurkę. 

No i znów brakowało mi czegoś czarnego na kominek. Musiałam poszperać głębiej, a dokładniej w starociach na strychu. Wygrzebałam obciążnik od starej miedzianej lampy. Po przemalowaniu go farbą wyszedł zupełnie fajny dekor. Do kompletu pomalowałam też kulę. Oczywiście przymierzałam je w różnych miejscach, co na zdjęciach widać. Muszę jeszcze do nich wykombinować jakieś małe postumenty.

Razem z dekorem przymierzałam też aksamitki, które sobie jakiś czas temu kupiłam. Szczególnie tę w kolorze kawy z mlekiem chciałam gdzieś koniecznie przyczepić. W oko mi wpadły świece. M stwierdził, że świece z aksamitkami wyglądają ciekawie i są ... „bardzo praktyczne”. 

Ok, ok … kupię drugi komplet świec, taki … do zapalania.







A tu efekty mojego wandalizmu. Pasował, prawda?


Pozdrawiam Was serdecznie  


poniedziałek, 22 lipca 2013

Kratka mi chodzi po głowie ….

Inspirations



Ostatnio coraz częściej zwracam uwagę na kratkę we wnętrzach. Ale na taką porządną kratkę, w wyraźnie kontrastowych kolorach.

Kiedyś w ogóle nie przepadałam za takim wzorem, a ostatnio ……. hmmm, wydaje mi się całkiem fajna. Po pierwsze - jest uniwersalna, wpasowałaby mi się praktycznie w każde pomieszczenie w domu, a po drugie -  wyrazista. Mam już za sobą pierwsze doświadczenia z krateczką. Uszyłam z niej zasłony do pokoju młodszego synka i widzę jak ta kratka ożywiła pokój, jest zdecydowanie lepiej. 

Dlatego też, zachęcona uzyskanym efektem, postanowiłam wprowadzić trochę więcej kratki u siebie.

Tak sobie chodząc po domu i kombinując, szukam też inspiracji - gdzie by taką kratkę dać i w jakiej konfiguracji. 

Cześć z tych inspiracji chciałabym Wam pokazać. Są naprawdę ciekawe.





 
  



Źródło; blogi wnętrzarskie 


A tak kratka wygląda w pokoju mojej młodszej pociechy. 




 
 Jak coś jeszcze wykombinuję z kratka u siebie - oczywiście pokażę :) 

Może i Wy zaprosicie kratkę do siebie :)


Pozdrawiam cieplutko 



piątek, 19 lipca 2013

Znowu zmiany! Tym razem stół w holu

My home 


Ile ja się nawzdychałam oglądając Wasze blogi! Co chwila trafiałam na obiekt moich westchnień, czyli na okrągły stół na porządnie grubej, toczonej nodze i trójnogu na końcu.

Tylko z tym obiektem moich westchnień miałam (jak do tej pory, hi, hi ...) dwa zasadnicze problemy. Po pierwsze - gdzie go postawić; pod drugie - gdzie go kupić za akceptowalną dla mnie cenę (tych, którzy mnie poznali, to już nie powinno dziwić).

Dom mamy już praktycznie urządzony. Stół w jadalni jest, całkiem ładny. W innych pomieszczeniach dla kolejnego stołu jakoś nie widziałam logicznego miejsca. Ale się uparłam i …… oczywiście znalazłam dla niego miejsce – w holu. Wcześniej stała tam konsolka z maszyny Singer, ale wyprowadziłam ją w inne miejsce. Sama sobie gratuluję tego pomysłu :), bo wyczekany stół stoi obok głównego skrzyżowania w naszym domku i tym samym oglądam go ( ... podziwiam!) praktycznie cały czas. 

Drugi problem był bardziej skomplikowany. Mianowicie, gdzie taki stół kupić? Jak znalazłam w sklepach stół taki, jaki mi się marzył, to ... cena była z kosmosu. Jak cena była Ok, to ... do samego stołu miałam jakieś „ale” – a to kolor nie taki (musiałabym malować, a talentu i cierpliwości nie mam do tego zbyt dużo), a to noga nie taka (jakaś chudziutka, a ja chciałam grubaśną), a to blat jakiś za cienki, a to za za dużo dekorów, itd.

Więc cierpliwie szukałam dalej i … znalazłam. Prezentuje się tak:





 Ps. Dywanik za mały, wiem. Znajdę coś lepszego :)




Jest piękny! Czarny, lekko lakierowany, i co najważniejsze ma blat i nogę właśnie takie, jakie zawsze chciałam.

I za takie cudo zapłaciłam z transportem mniej niż za podobny stół z Ikea:
 
Tylko mój jest z drewna, a w Ikea z płyt drewnopodobnych. Właśnie takie zakupy uwielbiam! 

WNIOSKI: 
1. nie warto iść na łatwiznę (czytaj: kupować to, co jest kupowane masowo)
2. warto wspierać małe polskie firmy meblarskie; wiele z nich produkuje meble jak marzenie.


Mam nadzieję, że i Wam się spodoba :)


 


czwartek, 18 lipca 2013

A zdradzisz mi, gdzie kupiłaś? Pewnie!

My home


Zarówno na blogu, jak i na moich galeriach na portalu DECCORIA dostaję sporo pytań „A zdradzisz mi, gdzie kupiłaś ….?” 

Pewnie, że tak!

Chętnie podzielę się zdobytymi kontaktami, chociaż od razu zastrzegam – tak, jak pisałam wcześniej, BARDZO dużo rzeczy w moim domku to „jednorazowe strzały” – zakupy z licytacji, wyprzedaży i likwidacji kolekcji. Raczej nie do powtórzenia, ale warto próbować.

Stoliki z salonu



Dla mnie najpiękniejsza forma stolika kawowego. Chyba najbardziej znanym modelem stolików w tej formie są stoliki EICHHOLTZ. Wiele sklepów także Polsce ma je w swojej ofercie (wystarczy wpisać nazwę marki w GOOGLE). Piękne, oryginalne, ale drogie (ja potrzebowałam dwóch sztuk, więc cena była dla mnie istotna). Kilka namiarów na tę ofertę:




Szukałam dalej i znalazłam je w sklepie 

Nie wiem jednak, czy mają je jeszcze w ofercie. Jak patrzyłam niedawno, to widziałam u nich konsole i stoliki boczne w tej formie, ale stolików, takich jak mam ja, niestety nie znalazłam. Trzeba pytać; właściciel miły i kontaktowy.

Biblioteka


Robiona na zamówienie, bo chciałam mieć idealnie dopasowaną do wymiarów ściany. Większość ofert, które znalazłam, miała ceny ……. (przemilczę). Ja swoją w przystępnej cenie zrobiłam w firmie 


Moja współpraca z Kraus Meble nie ograniczyła się do biblioteki; zrobili mi też panele na schodach, zabudowę garderoby, szafkę do kuchni. Z czystym sercem polecam ten kontakt. 
Pozdrawiam Panie Pawle!!!

Czarne abażury 


Uparłam się na czarne, WELUROWE ze srebrnym środkiem i okazało się, że to towar mocno deficytowy. Można kupić czarne abażury welurowe, ale ... ze złotymi środkami, a ja koniecznie chciałam srebrne. Po długich poszukiwaniach swoje abażury znalazłam w 


Kupiłam już siedem sztuk i chyba znajdę miejsce na jeszcze jeden! Tak mi się podobają :) 
Pozdrawiam Pani Zuzanno!!

Dywany z salonu


To oryginalny NAIN z Iranu. Jest to jedyny rodzaj ręcznie tkanego (a na taki się uparłam) dywanu, który ma unikalną, chłodną kolorystykę (beż + niebieski, bez czerwieni, zieleni i odcieni żółtego). Mój dywan jest kupiony na aukcji ALLEGRO. Ma je w ofercie też IKEA (cena - dosyć wysoka), no i oczywiście salony z ręcznie tkanymi dywanami (ceny - kosmiczne, oczywiście dla mnie).

Narzuta w sypialni


Piękna! Śnieżnobiała, bawełniana, delikatnie przepikowana, prosta w formie. Niestety był to również, podobnie jak dywan,  „jednorazowy strzał” – licytacja na ALLEGRO. W sklepach takiej nie znalazłam.


Jeżeli kogoś interesują namiary na jeszcze inne rzeczy z mojego domku, piszcie!!!


Pozdrowienia ślę serdeczne 



środa, 17 lipca 2013

Od nadmiaru … głowa mnie boli, czyli o zmianach w salonie

My home


Od nadmiaru oczywiście koncepcji urządzania różnych kątów w moim domku!!! Tu akurat w salonie.
Boli mnie nie tylko głowa, ale i ręce, plecy, krzyż … Oczywiście dojdę do siebie, ale trochę potrwa, zanim fitness, który sobie zafundowałam w niedzielę, mi przejdzie.

Ale po kolei.

W wielu domach jest coś takiego jak wykusz (tak się chyba to fachowo nazywa). U nas też jest i robi za główne wyjście z domu na ogród.

Z jednej strony fajny element salonu, z drugiej – trochę problematyczny w urządzaniu (oczywiście mówię o sobie). Bo co tam ma się w istocie znaleźć?

Na początku był fotel, żeby sobie siedzieć i patrzeć na przyrodę za oknem. Po zakupieniu kompletu wypoczynku do salonu (a są to meble raczej obszerne) wydało mi się, że tych miejsc do siedzenia w jednym pokoju jest za dużo i fotel z wykusza został zastąpiony kwiatami (raczej sporymi).

Po pewnym czasie uznałam jednak, że nie jest to najmądrzejsza aranżacja. Takie marnowanie fajnego widoku za oknem, bo nie ma na czym przysiąść, aby się tym widokiem delektować.  W efekcie … obok kwiatków stanął też fotel i stolik.

Ale … po pewnym czasie doszłam do wniosku, że niestety za dużo tego przybytku w jednym miejscu. Za gęsto i do tego niefunkcjonalnie. Widoku za oknem i tak nie widać, bo zasłaniają go kwiaty. Kwiatów też nie widać, bo zasłania je fotel i stolik. A na fotelu nie można normalnie usiąść, poczytać i napić się kawy, bo listki wchodzą do kubka.

Dojrzałam do decyzji, że muszę jednak wybrać jeden element. Chociaż kocham kwiaty, te stojące w wykuszu zaczęły mnie trochę drażnić. Zabierały światło (a i tak przez orzechową stolarkę jest u nas raczej ciemnawo, buuuuu …. :(((( napiszę kiedyś o tym). Więc po przemyśleniach padło na fotel.

Zrobiłam ten kącik w troszkę innej aranżacji jak reszta pokoju, żeby się go trochę wyróżnić. Miało być przede wszystkim przytulnie i milutko. Kolorystyka; dalej mój ulubiony kierunek Black & White, ale … z kroplą odcieni niebieskich (ostatnio coraz częściej wracam do tego koloru). Przy czym jest to raczej specyficzny odcień, taka turkusowo-granatowa czerń.

Mam nadzieję, że i Wam się spodoba nowa aranżacja. 















Ps. Dlaczego jestem taka połamana? Bo te dwa wielkie kwiaty w naprawdę ciężkich, ceramicznych donicach, które stały w wykuszu, musiałam wtaszczyć na piętro; są teraz w sypialni. M akurat był w delegacji, a mnie jak najdzie na zmiany, to niestety muszę je zrobić natychmiast (zżera mnie ciekawość „jak wyjdzie?”; nie wiem, czy Wy też tak macie, czy to tylko moja przypadłość???) Miałam wiec do pomocy jedynie moją starszą pociechę, ale to w istocie mały 11-letni chłopczyk (buziak dla Ciebie mój Synku za wsparcie!!)

Dziękuję wszystkim za odwiedziny i przemiłe komentarze. 




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...